W dzisiejszych czasach dużo mówi się o tym, że życie trzeba wykorzystać w „maksymalny sposób”. Pytanie, co kryje się za tym myśleniem – czy chodzi o to, że ma być więcej, szybciej, intensywniej? Czy ten sposób na życie jest także – nam współczesnym – sposobem na szczęście?

Obserwując, jak toczy się życie wokół nas, trudno nie zauważyć, że wciąż najważniejszą walutą dla człowieka jest czas. Przeraźliwie boimy się go marnować i tracić. Informacje, które czerpiemy ze świata reklam, tylko nas w tym napędzają – produkt, czy usługa muszą być instant. Kuszą nas oferty, w których obietnicą jest minimalny wysiłek i maksymalna oszczędność czasu. Dużo biegamy, potykamy się na chodnikach, obijamy o przechodniów, irytujemy w kolejkach, zapominamy, że jedliśmy, przeklinamy stojąc w porannych korkach.

Wielki człowiek Mahatma Gandhi podsumował to tak: „Jest więcej do przeżycia niż po prostu zwiększanie prędkości”. Czyż nie jest tak, że właśnie w tym zapomnieniu i presji czasu – w każdej chwili naszego życia tracimy i marnujemy to, co najważniejsze?

Nie ma wątpliwości w odpowiedzi na pytanie wówczas, gdy zagłębimy się w mądrość filozofii wschodu szczególnie myśli buddyjskiej oraz koncepcji tzw. slow life. Bo choć z zainteresowaniem i niejako tęsknotą patrzymy i słuchamy tzw. mądrości wschodu, chcemy poznać jedynie „tajemnicę”, podczas gdy resztę dopasować do naszego życia- może nawet bez większego wysiłku. Niestety, owa tajemnica może wydać nam się w pierwszym odruchu banalna i oklepana i wciąż szukać będziemy „większej prawdy”. W prostych słowach określił ją buddyjski mnich i profesor z Uniwersytetu Massachusets – Haenim Sunim – bardzo aktywny na portalach społecznościowych; przekonuje on ludzi „zachodu” do uświadomienia sobie, w czym tkwi sekret bycia szczęśliwym. Według niego, należy po prostu delektować się kolejką w supermarkecie, rozkoszować swoimi myślami, więcej słuchać niż mówić, a na podjęcie decyzji przeznaczać przynajmniej trzy dni.

Od czego zacząć? Na pewno od pracy nad świadomością swoich działań. Kiedy biegniesz – po prostu się zatrzymaj, złap się na tym, gdy się spieszysz i denerwujesz, choć nie ma takiej potrzeby- zauważ to. Spróbuj wyznaczyć sobie czas na świadome oddychanie, delektować się chwilą, którą właśnie masz – bo nie ma nic poza nią. Wyczul się na swoje zmysły, nie zapominaj o tym, kiedy jesz, smakuj każdy kęs swojego posiłku. Stojąc w korkach, czy w kolejce, zauważaj małe rzeczy, koncentruj się na czymś, co napełni Twój umysł pozytywną energią.

Buddyści wierzą także, że świata doświadczamy tak, jaki jest nasz stan umysłu – jeśli wypełnisz go radością i miłością, to i świat wydaje się bardziej szczęśliwy i pełen dobroci. Jednakże będąc w ciągłym zabieganiu nie mamy nawet okazji, żeby dostrzec ogrom cudu, piękna i najzwyczajniej – doświadczyć go i docenić. Ponieważ nie mamy wpływu na wszystkie wydarzenia, które spotykają nas w życiu, ważne jest także uświadomienie sobie granic swojej kontroli i proste odpuszczenie tam, gdzie sytuacje i okoliczności są poza naszą władzą. W takich chwilach można wzbudzić w sobie zaufanie i nadzieję do tego jak sprawnie funkcjonuje cały Wszechświat mimo naszych nikłych prób ingerowania. Upływ czasu i tak jest zależny od naszego stanu umysłu. Kiedy w pełni uwierzymy że mamy go wystarczająco, to pozwolimy sobie zobaczyć, że życie na mniejszej prędkości pozwala mocniej doświadczać, więcej zauważać oraz pełniej żyć.

Nie jesteśmy w błędzie myśląc, że czas jest ważny – musimy tylko zauważyć, że nie możemy go mieć na „kredyt” – Twój czas zdarza się tylko w tej chwili i w tym miejscu, nie ma nic poza tym. Dlatego, to równie dobra wiadomość dla nas – zaczynamy żyć od chwili, którą właśnie mamy przed sobą.

Lidia Chochorowska